Opublikowano przez Ryudo-Kai dnia 21.06.26 godz: 09:52
Grandia II HD Remaster Recenzja Switch

Grandia II HD Remaster Recenzja Switch

Kiedy miałbym wymienić serię gier, które ukształtowały mnie jako gracza to z cała pewnością była by to Grandia od jedynki aż po trójkę. Ale to do drugiej części czuję największy sentyment bo to od niej zaczęła się moja przygoda z japońskimi RPGami, w tamtym czasie o zgrozo ogrywałem ją jeszcze na PC, potem kolejny raz i kolejny, następnie znów kolejny na PS2, potem znów i znów aż dorwałem w swoje ręce HD remaster na Switcha.
Czy po tylu latach Grandia 2 jest dla mnie tym samym doświadczeniem co w tamtym czasie? Czy warto dzisiaj w nią zagrać mimo archaizmów, uproszczeń, ograniczeń i zalewu tylu świetnych tytułów?

Na wstępnie zaznaczę, że to nie będzie do końca typowa recenzja, bardziej stetryczałe wspominki, żeby może choć odrobinę więcej rozpowszechnić te serie, która niestety nie doczekała się kontynuacji czy chociażby remaku na nowszych konsolach - wielka szkoda!

Fabuła przenosi nas do czasów gdy świat zdążył się już ukształtować po wojnie dwóch bogów Granasa oraz Valmara. Przez ich zacięty pojedynek, został on podzielony i dalej nosi znamiona ich boju. Właściwą przygodę rozpoczynamy od solo zadania Ryudo, młodego najemnika nazywanego w świecie przedstawionym Geohund. Właśnie kończy on swoje kolejne rutynowe zlecenie odbiera zapłatę i wraca żeby odpocząć, gdy na pobliskim drzewie znajduje kolejne zlecenie. Tym razem od Kościoła Granas. Aby poznać szczegóły musi udać się do pobliskiej wioski. Po rozmowie z lokalnym kaznodziejom dowiaduje się, że ma to być misja eskortowa, polegająca na przeprowadzeniu jednej ze sióstr kościoła o imieniu Elena, na ceremonie do pobliskiej wierzy, gdzie ma zostać odprawiony rytuał zapieczętowania złego boga Valmara. Oczywiście nasz najemnik nie wierzy w te wszystkie bogobojne bzdury i jest dość cięty na całe zlecenie, nie mniej jednak podejmie się go, widząc w tym łatwy pieniądz. Po dotarciu na wyznaczone miejsce Ryudo oddaje Elenę pod opiekę innych sióstr i sam czeka na zewnątrz na zakończenie ceremonii. Zapewne jak się już domyślacie nie wszystko idzie tak jak się tego spodziewano! Ryudo słysząc krzyk Eleny wbiega do wierzy i zastaje niecodzienny widok. Wszystkie kapłanki, oprócz Eleny są martwe, a ona sama nie pamięta co się stało! Nasz najemnik nie zastanawiając się wiele wraca z ocalała kapłanką do wioski relacjonując wszystko zleceniodawcy – księdzu. Ten prosi aby Ryudo eskortował Elene do głównej katedry, gdzie ktoś na wzór papieża ma przeprowadzić rytuał oczyszczenia, bo jak się okazało, zło, a właściwie jedna z części Valmara zamieszkałą w ciele naszej kapłanki. Tym sposobem ich wspólna przygoda, w której poznają wielu przyjaciół jak i wrogów właśnie się rozpoczyna…
 

Opowiadana historia z perspektywy czasu nie robi już takiego wrażenia dla kogoś kto przeszedł wiele gier. Raczej schemat dobrze znany wyjadaczom Jrpegów, ale można rzecz, że to co właśnie opowiedziałem to jedynie szkic. Bo cała wędrówka to jeden wielki spektakl, sztuka, w której poznajemy jak świetnie są napisane postacie. W co zawsze nie dowierzałem gdy grałem w tę grę za każdym kolejnym razem – rozumiejąc ją przy tym co raz lepiej i lepiej. To prawdziwa podróż, która ich rozwija, motywuje, zmienia ich poglądy, kwestionując przy tym postrzeganie świata, w którym się znajdują, poruszając również trudne tematy równości społecznej, wiary czy moralności co jest dobre, a co złe. Jak definiować dobro czy zło. Czasem wybierając to mniejsze dla dobra ogółu. To niesamowite, bo w dzisiejszych grach coraz częściej tego brakuje, a postacie w innych produkcjach są z góry określone i nie czujemy już tego aby ta podróż miała głębszy sens. Tutaj czujemy tę drogę jaką przechodzą nasi bohaterowie dojrzewając z każdą kolejną przygodą. To jeden z tych powodów, dla których uważam Grandie za niezwykłą, w której cała przygoda zarówno z początku jak i na końcu ma sens. Z resztą nie bez parady przyjąłem nick właśnie po głównym bohaterze z Grandi 2 :)

Gdy już wczujemy się w całą historię warto zadbać by nasi bohaterowie byli odpowiednio wyekwipowani i podszkoleni w umiejętnościach aby podołać ostatecznemu zadaniu. System walki jak i progresji jest moim ulubionym i uważam, że swoją prostotą, a zarazem skutecznością przewyższa nawet te znane z osławionych turowych fajnali. Nie mniej jednak nie twierdze, że nie ma wad, ale grając nawet dzisiaj trzeba uznać jego wyższość.

Co pierwsze rzuca się w oczy? Złudzenie, że system turowy został przełamany przez active time. Brzmi to nieco surowo więc już tłumaczę. Pasek akcji podzielony jest na 3 etapy. Pierwszy to moment, w którym bohater oczekuje aż podejmiemy akcje, drugi – nasz - czyli wybór konkretnej akcji, oraz trzeci czyli egzekwowanie wyboru. Ktoś powie okej niczym się to nie różni od klasycznego turowego JRPGA. Poniekąd tak, ale są tutaj drobne niuanse, które sprawiają, że oczekiwanie na akcje przeciwnika jak i nasza strategia mają kolosalny efekt na cały system walki! Po pierwsze podzielenie klasycznego combo na zwykły atak oraz critical’a, który może anulować akcje przeciwnika gdy ten znajduje się już po wyborze komendy w 3cim pasku. Działa to w dwie strony tak samo na nas jak i na przeciwnika. Do tego zwykle combo, które też spowalnia akcje wroga i vice versa. Rzucanie zaklęć, które powoduje różne statusy wpływające na szybkość akcji przeciwnika, anulowanie ataku i powrót na początek przysłowiowej kolejki, to wszystko sprawia, że walka z przeciwnikiem nie jest nudna, a pojedynki z bossami można rozegrać na wiele różnorakich sposobów, kombinując przy tym czy nasza następna akcja będzie miała wpływ na całą rozgrywkę, czy też nie. Cały czas aktywnie uczestniczymy w pojedynkach i sprawdzamy czy zdążymy na przykład wyleczyć drużynę, odpowiednio szybko rzucić zaklęcie, czy zatrzymać przeciwnika, który aktualnie ma zamiar zaatakować naszego towarzysza. Wiadomo, że różnorakie bufy i przyspieszenia też robią swoje przez co w pierwszym jak i 3 pasku skutecznie możemy wyprzedzić naszego przeciwnika, kontrując jego atak. Tak na prawdę lepiej się na to patrzy niż słucha więc zboczcie na spokojnie sami nieco walki w poniższym filmie.

Rozwój podzielony jest tutaj na trzy ekosystemy, które ostatecznie są ze sobą bardzo mocno połączone. Pierwszy czyli zdobywanie nowego ekwipunku podczas wędrówki i zakupów w miastach, które wzmacniają bazowe statystyki bohaterów. Drugie czyli klasyczne zdobywanie poziomów, które odblokuje dla nas kolejne zaklęcia z działu technik lub magii. Oraz Księgi skillów. Pierwszego elementu nie muszę tłumaczyć na czym polega, zaznaczę jednak tylko, że czuć tutaj klasykę i każdy bohater ma przypisaną rolę odgórnie i choć nieco da się to modyfikować to jest mocno nie zalecane. Drugi czyli techniki oraz jajka z magią. Jak już wspomniałem techniki są odblokowywane wraz z progresem bohatera i ulepsza się je poprzez zielone Special Coins zdobywane po pokonaniu wrogów. Im więcej gwiazdek ma technika tym jest wykonywana szybciej w trakcie trwania trzeciego paska zanim zostanie ostatecznie wyegzekwowana. Gdy osiągniemy maksymalny poziom Technika uwalniana jest prawie natychmiastowo w zależności od tego jak jest potężna i jak dużo konsumuje many przeznaczonej dla technik tyle zadaję obrażeń. To samo tyczy się jajek z magią jest to charakterystyczny element dla serii Grandia. To w nich przechowywane są zaklęcia odpowiadające żywiołom oraz te lecznicze. Magie odblokujemy dzięki Magic Coins, które również zdobywamy po pokonaniu wrogów. Analogicznie jak dla technik im więcej gwiazdek ma dane zaklęcie tym zadaje mocniejsze obrażenia oraz szybciej jest używane.
No i trzeci element czyli książki skilli. Te w zależności jakie umiejętności przechowują wymagają odpowiednich Coinsów, te wspomagające fizyczne atrybuty bohatera konsumują zielone SC a te związane z magią niebieskie MC.
No ale teraz możecie zapytać gdzie to się wszystko ze sobą łączy? Jak już wspomniałem kwintesencja tkwi w szczegółach. Jajka Magiczne nie są takie same i to one w dużej mierze decydują o tym jakiego rodzaju magiem zostaje dany bohater. Są częścią ekwipunku przez co raz rozwijane mogą być żonglowane do różnych postaci, to samo tyczy się skili z książek. Ale jak już wcześniej wspomniałem bohaterowie maja z góry narzucone role więc wyposażenie np. Ryudo w jajko z potężna magią, które ma Elena a wymagające dużo many, mija się z celem bo w trakcie walki rzuci on najpotężniejsze zaklęcie bodajże tylko raz.
Jak wiec sami widzicie system da się pokochać ale nie ukrywajmy faktów. To staro szkolna metoda, która już w czasie premiery trąciła klasykami z pierwszego PlayStation.

Kolejna rzeczą, za którą uwielbiam Grandie to świat przedstawiony. Najróżniejsze lokacje, ich architektura, czy płynność z jaką przechodzimy między nimi, design każdego miasteczka, głównych bohaterów - no ma to swój niepowtarzalny urok. Grafika jak na tamte czasy robiła wrażenie, dziś to już czyste retro i nawet nie ma co walczyć, żeby jej bronić. Natomiast na ekranie Switcha w wersji przenośnej dalej potrafi ładnie to wyglądać i cieszyć oko. Natomiast jest coś czego dzisiejsze gry powinny się uczyć od Grandii. Voice actingu dla bohaterów oraz tego jak wymawiane są rzucane zaklęcia podczas walki! Boziu do dziś mam ciary na rękach jak gram i słyszę „Sky take flight…!„ Na ogromną ciekawostkę zasługuje również to, że świadomie wybrałem tutaj angielską ścieżkę dialogową. Początkowo zmierzyłem się z japońską ale jakoś nie mogłem się przełamać z głosem Ryudo i Eleny. W angielskiej wersji jakoś tak wszystko mi pasowało! Dodatkowo na wielką pochwałę zasługuje też to jak pięknie wyglądają rzucane zaklęcia biorąc pod uwagę czasy wydania gry. Prezentują się one znakomicie, różnorako, a także są bardzo oryginalne, a każde z nich wygląda, na tamte czasy jak coś niesamowitego! Nie mówiąc już o tym, że każde zaklęcie podczas jego rzucania jest wypowiadane przez bohaterów, a jeżeli któraś z postaci też posiada to samo zaklęcie w swoim arsenale to sposób czy wypowiedzi różnią się od siebie, coś wspaniałego!

Oczywiście jak wspomniałem też na początku, gra od samego wydania w 2000 roku - swoją drogą ciekawy przypadek, że jedna z głównych bohaterek ma na imię Millenia :) - już wtedy posiadała konkretne wady, które uprzykrzały życie podczas grania. Najlepszy przykład oczekiwanie jak wszyscy z podążających bohaterów wdrapią się na drabinki, przeskoczą przejścia itp. Szkoda, że w remasterowanej wersji nie pokuszono się o to małe usprawnienie. W sumie lista usprawnień remastera też nie jest jakaś kolosalna, dodano wyższa rozdzielczość obsługująca ekrany 16:9, nieco wygładzono tekstury, czy nowocześniejsze oświetlenie. Przerywniki CGI również zyskały nieco wyższą jakość ale dalej daleko temu do dzisiejszych standardów wielkoekranowych. Dla weteranów dodano Hrad mode, zapis w chmurze – to akurat tyczy się wersji na PC, czy wsparcie dla współczesnych padów. A no i wspomniany wcześniej japoński dubbing, też jest nowością bo na zachodzie dostaliśmy wyłącznie ten angielski. Na sam koniec coś dla purystów. Bo choć grę w późniejszym czasie wydano na PS2 i PC to oryginał pochodzi z DreamCasta i to właśnie na tej wersji uznawanej przez fanów za najlepsza bazuje remaster :)

Czy zatem poleciłbym Grandie 2 współczesnemu graczowi? Mimo archaicznej grafiki zdecydowanie tak! Feeling z potyczek i kapitalnie zaprojektowany system walki rekompensuje to wystarczająco. Co najważniejsze czujemy jak nasi bohaterowie dojrzewają i zmieniają światopogląd w trakcie wędrówki. To niezapomniane przeżycie, które w dzisiejszych grach jest często pomijane i bagatelizowane. Przez co historie we współczesnych produkcjach są przewidywalne, a bohaterowie płytcy i ukierunkowani na jeden schemat. Tu cała gra, cała historia, oferuje nam niesamowite przeżycia niczym z doskonałej książki niejednokrotnie pokazując, że czasem musimy wybrać coś co niekoniecznie jest zgodne z naszym sumieniem by móc ruszyć dalej na przód.


Jak zwykle dzięki za uwagę i do następnego!


Plusy
Postaci
Vooice acting
System Walki
Rozwój bohaterów
Minusy
Archaiczna grafika jak na dzisiejsze czasy
Niektóre elementy mogą dziś drażnić
Graliśmy na: Nintendo Switch

Jeśli spodobał Ci się wpis - kliknij
Polubiło 0 użytkowników

Komentarze
Dodaj komentarz
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten wpis
Zobacz także
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 09.03.2026 godz 12:48
Avatar The Last Airbender: Quest for Balance Recenzja z Nintendo Switch
Avatar The Last Airbender: Quest for Balance Recenzja z Nintendo Switch
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 16.01.2026 godz 13:51
Granblue Fantasy Relink
Granblue Fantasy Relink
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 23.02.2025 godz 08:21
Endling Extinction is Forever
Endling Extinction is Forever
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 12.07.2023 godz 19:36
Shadows of the Damned | Recenzja
Shadows of the Damned | Recenzja
 
Autor bloga
Ryudo-Kai
O mnie

Geek od urodzenia. Poczatkowo wierny Atari i Comodore, później zatwardziały PCtowiec, by od czasu PS2 wrócić do łask konsol. Teraz nie ma już znaczenia platforma tylko gry! Oprócz tego wielbie Marvela, książki Zambocha, oraz szeroko pojętą fantastykę. Czasem jeszcze jakieś anime lub serial obejrzę :)
 


Facebook