Opublikowano przez okiem_laika dnia 04.01.20 godz: 14:30
Children of Morta - Recenzja!

Children of Morta - Recenzja!

Gra niezależnego studia DeadMage nie zapowiadała się dla mnie jakoś genialnie. Nic o niej nie słyszałem, nie widziałem żadnego zwiastuna, nikt z moich znajomych nawet nie wiedział że taki tytuł wychodzi. Dostaliśmy wiadomość w redakcji o możliwości ściągnięcia Children of Morta na konsolę. Zainstaluje sobie i pogram chwilkę w czasie oczekiwania instalacji najnowszego COD-a, to była moja najlepsza decyzja growa w tym roku!

 

Nie wiem od czego mam zacząć tą recenzję. Skończyłem tą wspaniałą przygodę i została we mnie pustka! Chwile spędzone w tym pięknie wykreowanym świecie są niepowtarzalne. Radość, złość, momenty zadumy nad tym co nas spotyka oraz oczy pełne łez to namiastka tego czego uświadczymy gdy postanowimy dać szanse tej wspaniałej grze.

Niewiele jest gier które potrafią wywołać we mnie aż takie emocje. Nie pamiętam czy w przekroju ostatnich lat po skończonej grze miałem przeszklone oczy i moment w którym odczuwałem smutek że to już koniec.

Pewnie jesteście ciekawi co to za gra, jaki gatunek i co jest w niej tak magnetycznego.

 

Dzieci Morty to połączenie gier takich jak: The Binding of Isaac, Diablo i podane w sosie z Władcy Pierścienia.

Doświadczymy tutaj biegania po lochach, ubijania grupek przeciwników, zbierania różnych reliktów, błogosławieństw, starć z różnorodnymi bossami, rozwojem ekwipunku oraz postaci.

Nie często zdarza się aby gra gatunku rougelike miała jakąś głębsza fabułę, zazwyczaj pełni ona role tła do zabijania chmar wrogów. Tutaj natrafiamy na opowieść która potrafi wciągnąć wręcz zassać na kilkanaście dobrych godzin. Opowieść o ratowaniu świata przed zepsuciem i złem to tak naprawdę przykrywka prawdziwej historii o miłości, poświęceniu, oddaniu, rodzinie oraz zazdrości. Fabuła obnaża to co najgorsze w panującym dzisiaj świecie. Zepsucie pod postacią zazdrości nawet do najbliższych dla nas osób oraz o wybaczaniu. Wgłębiając się coraz mocniej zauważamy jak silna jest miłość matki do dziecka. Wątek rodzinny jest niezwykle mocny oraz emocjonalny. Pamiętajcie jedno, rodzina to największy dar jaki otrzymaliśmy. Zawsze będą nas wspierać w trudnych chwilach podniosą nas z kolan i każą dalej walczyć.

Tytułowe dzieci Morty to rodzinka Bergsonów która ma jedno zadanie. Pilnować aby zło nie wygrało. Odpowiedzialni są za to: babcia Margaret, wujek Ben, ojciec John oraz jego żona Mary oraz ich dzieci Mark, Linda, Kevin, Lucy dodatkowo do tego grona wliczamy Joeya syna wujaszka.

Nie każda z tych postaci jest grywalna, niestety nie pogramy babcią, wujkiem czy Mary, lecz nie możemy narzekać na nudę jeśli chodzi o wybór postaci do rozgrywki. Posiadamy do wyboru 6 różnych klas. Wojownik, Łucznik, Skrytobójca, Bruce Lee, Tank czy Piromanta.

 

Różnorodność jest wielka i każdą postacią gra się całkowicie odmiennie. Mamy tutaj Marka, który specjalizuje się w walce wręcz i jest do tego szybki, Lucy specjalizuje się w rzucaniu ognistymi kulami lecz nie może nimi strzelać w ruchu. Linda jest niczym Legolas z Władcy Pierścienia, potrafi wystrzeliwać ogrom strzał lecz posiada pasek wytrzymałości który zużywa gdy wykonuje tę czynność w ruchu. Pozostałych postaci nie będę Wam opisywał, zostawiam dla was tą frajdę z odkrywania stylów kolejnych klas. Duża wolność w wyborze postaci to także duża liczba wrogów oraz bossów.

Kilka słów na temat wrogów, jest ich tutaj całkiem sporo i nie odczuwałem zbyt dużej powtarzalności. Mamy gobliny, trolle, łuczników, węże, skrytobójców, roboty i wiele więcej, każdy większy loch charakteryzuje się swoim podziałem oponentów. Dasz rade im wszystkim? Na końcu zawsze czai się jedna większa kreatura do pokonania. Myślisz, że podołasz jej za pierwszym razem? Zapomnij! Bez nauczenia się schematu nawet nie podchodź, do każdego z nich potrzeba kilku jak nie kilkunastu prób, ale to dobrze bo ta gra nie możemy zbyt łatwa. Nadejdzie moment gdy już go pokonasz i wtedy radość jest ogromna. Wykonanie artystyczne bossów jest genialne, każdy jest inny, wyjątkowy i niepowtarzalny. Moje wejścia do podziemi zawsze zaczynały się tak samo, non stop myślałem jaki końcowy przeciwnik będzie na mnie czekał. Wielki pająk wyjęty niczym z twórczości Tolkiena, król złodziei, Król bądź królowa goblinów. To jest jedna z tych rzeczy która działa jak magnes.

Każdy z nich jest inny więc wymaga innego podejścia, jednego przeciwnika pokonamy łatwiej Kevinem drugiego zaś Johnem, a trzeciego Lucy.

 

 

Fantastyczną walkę, zwiedzanie lochów oraz ubijanie przeciwników dopełnia genialnie dopasowany soundtrack niczym z Wiedźmina. Może być coś lepszego od tego połączenia? Raczej nie, a jednak. Połączmy to wszystko z piękną szatą graficzną stylu pixelart. Tutaj wszystko dogrywa się w niepowtarzalną i spójną całość.

Cały trzon rozgrywki opiera się o zapuszczanie się w głąb ziemi i przemierzania lochów, które są podzielone powiedzmy na 3 części, znajdziemy tu jaskinie Caeldippo gdzie uwolnić musimy Anai-Dya, następnie przemierzymy Barahut oraz TerraLava gdzie uwolnić musimy pozostałe duchy aby dowiedzieć się skąd pochodzi zło, które nas dotknęło.

Podczas wszystkich wypraw zbieramy Morve czyli walutę w grze za którą udoskonalamy nasz ekwipunek, a jest co ulepszać. Większa ilość zdrowia, mocniejsze zadawanie ciosów, szybsze poruszanie się, możliwość trafienia krytycznego, szansa na unik jest tego naprawdę ogrom, a jeszcze jest księga Rei gdzie mamy kolejne możliwości ulepszeń takich jak zwiększona częstotliwość wypadania klejnotów, wydłużone działanie obelisków i run.

Lochy pełne są nie tylko wrogo nastawionych do nas istot. Znajdują się tutaj także pomieszczenia gdzie mamy szanse poprzez ślepy traf wylosować morvę bądź tymczasowe wzmocnienie ataku, poćwiczymy także naszą pamięć poprzez nachodzenie na odpowiednie cegiełki w wybranej kolejności czy też granie w ponga w grze Bogów. Zbieranie dzienników i pamiątek, które pozwalają nam poznać lepiej całą historie. Pomieszczenia wyzwań gdzie dane będzie nam zmierzyć się z falami przeciwników i pokazać im kto jest lepszy a na końcu zdobyć wartościową nagrodę.

 

Ulepszamy naszą postać również poprzez amulety znajdowane na naszej drodze, ale trzeba wiedzieć jedno nie są one do nas przypisane na stałe lecz tylko do czasu naszej śmierci.

Nie zaznaczyłem w recenzji o historyjkach które nam towarzyszą po powrotach do domu, zadaniach pobocznych czy postaciach takie znajdziemy podczas przemierzania pomieszczeń. Dlaczego? Musicie to sami sprawdzić, bo to właśnie jest jednym z tych magnesów które nie pozwolą Ci się oderwać od ekranu.

Gra starcza nam na zdecydowanie za krótko i jest to jej jedyny minus, 30 godzin tyle mniej więcej zajęło mi jej ukończenie. Definitywnie za mało, pozostała mi jedynie platyna a wręcz już tylko kilka trofek do jej wbicia. Łowcom platyn nie jestem, mam ich na swoim koncie raptem trzy i wbijam je tylko dla gier które przykuły mnie bardzo mocno do ekranu.

Podróż z Bergsonami uważam za moje najlepsze growe doświadzczenie w 2019 roku. Koło tej gry nie można przejść obojętnie, to jest dzieło które zasługuje na pełną dyche a nawet więcej. Nic tylko brać, grać i czekać na dodatki!

 

Zobacz w sklepie

 
 

Zaloguj się aby polubić ten wpis
Polubiło 2 użytkowników

Komentarze
Dodaj komentarz
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten wpis
Zobacz także
Opublikowano przez okiem_laika
dnia 16.11.2019 godz 12:00
GRID | PS4, XONE, PC | Recenzja
GRID | PS4, XONE, PC | Recenzja
 
Autor bloga
okiem_laika
Bartosz Bochnia
Powiązane produkty