Opublikowano przez Ryudo-Kai dnia 21.02.21 godz: 21:15
Control | Recenzja z Xbox One S

Control | Recenzja z Xbox One S

Pamiętacie grę Alan Wake? Taki hit na Xboxa 360, mając wspaniałe doświadczenia z tej gry skusiłem się na kolejną produkcję od studia Remedy czyli Quantum Break, którego ukończyłem sobie w zeszłym roku. Oczekiwałem czegoś w stylu Alan’a, a wyszło co wyszło, szkoda. Postanowiłem więc, że do trzech razy sztuka i zagram w Control. Czy podjąłem dobrą decyzję? Tego dowiecie się z recenzji! Jak zwykle pod tekstem recenzja wideo!

Historia rozpoczyna się od przedstawienia naszej głównej bohaterki Jesse Faden, dzięki pomocy swojej paranormalnej przyjaciółki Polaris odnajduje The Oldest House, budynek, w którym znajduje się Federalne Biuro Kontroli. Samo biuro jest metafizycznym tworem, który potrafi zmieniać swoje kształty, a co za tym idzie jego powierzchnia i skrywane paranormalne sekrety są skutecznie ukrywane przed wścibskimi cywilami, no ale oto w środku jesteśmy my! 
Docieramy do pokoju Dyrektora aby w końcu czegoś się dowiedzieć o naszym zaginionym dawno temu bracie, niestety dyrektora zastajemy martwego. Znajdujemy za to dziwną, zmiennokształtną broń i od tego momentu, to Jesse staje się nowym dyrektorem. Wszyscy dotychczasowi pracownicy przyjmują to do świadomości bez mrugnięcia okiem jakby zawsze tak było. Okej?? Ja chyba na wstępie zadałbym pytanie co stało się poprzednim dyrektorem? No ale dobra czemu by nie…? 
Teraz poszukujemy prawdy co tak naprawdę dzieję się w biurze? Kim lub, czym jest Syk? Niezbadana istota, która powoli przejmuje tytułową kontrolę nad biurem oraz próbuje wydostać się poza nie. Jedyną pomoc jaką mamy w naszych poszukiwaniach to asystentka doktorka, który prowadził badania nad przedmiotem mocy, który został odnaleziony w  Ordinary, oraz czerwony telefon? Czyli linie specjalną do centrali, która przemawia poprzez odwróconą piramidę. Nie wiem co scenarzysta brał, ale poproszę cała taczkę! 
Jednak naszym priorytetem i prawdziwym zadaniem jest odnaleźć brata, który został “pojmany” przez biuro w chwili gdy rodzeństwo we wspomnianym miasteczku natrafiło na przedmiot mocy, którym okazał się projektor slajdów i przypadkiem został przez nich uaktywniony..

Pani Dyrektor we własnej osobie

 

Muszę przyznać się bez bicia nigdy nie rozumiałem sztuki współczesnej. Być może nie zrozumiałem także przekazu tej gry. Opowiedzianą w Control historię uważam za mocno przekombinowaną. Dlaczego? Bo czasami miałem wrażenie, że autor sam nie wiedział co ma na myśli, i co chce nam przekazać, o czym tak naprawdę zrobić tę grę. Pomieszanie z poplątaniem, co jest jawą, a co snem? Wszytko ma taki iluzoryczny i oniryczny przekaz, że zupełnie to do mnie nie trafiło. Całą grę miałem wrażenie, że scenariusz próbuje łączyć ze sobą dwa różne wątki ale w sumie z bardzo nijakim rezultatem. Rozumiem, że dla kogoś ta historia to będzie mind blow jak filmy pokroju Donnie Darko, Incepcja czy Wyspa Tajemnic, ale moim zdaniem w grze brakuje trochę spójności, która w filmach jednak jest zachowana i gdy nadchodzi finałowa scena dostajemy olśnienia albo jeszcze większy mętlik. Tutaj niestety tego brakuje.

Natomiast rozgrywkę uważam za bardzo udaną, i przyznaję, że to ona w dużej mierze utrzymywała mnie przy konsoli aż do napisów końcowych. Jak wspomniałem nasza pani Dyrektor weszła w posiadanie ciekawej broni, która potrafi zmieniać swoje kształty. Od standardowego pistoletu, poprzez coś na wzór strzelby wystrzeliwującej wiele pocisków, jednocześnie odrzucając przy tym od nas przeciwników. Czy coś na wzór snajperki ale bez celownika, która im dłużej jest wstrzymywana na oczekiwaniu tym przy wystrzale zadaje większe obrażenia. Oczywiście to nie wszystko, ale podaje przykłady tych, którymi grało mi się najlepiej. Oprócz dziwacznej broni mamy także do dyspozycji paranormalne zdolności jak telekineza, która pozwala nam rzucać w przeciwników wszystkim co napotkamy w biurze. Lewitacja, która wielokrotnie ochroni nas przed śmiertelnym upadkiem lub pozwoli uniknąć bezpośredniego starcia, no i jedna z bardziej przydatnych zdolności czyli krótkotrwałe przejmowanie kontroli nad przeciwnikiem - bardzo przydatne przy wielokrotnie nacierającej na nas fali wrogów. Wszystko to możemy rozwijać za pomocą specjalnego drzewka rozwoju wykreowanego dla naszej bohaterki, a także gdy dotrzemy do punktów kontrolnych po oczyszczeniu biura z “Syku” w odpowiednim menu ulepszymy broń i umiejętności Jesse.
Rozgrywka jest bardzo dynamiczna nawet gdy walczymy ze standardowymi przeciwnikami, nie wspominając o bossach, które popsują nam trochę krwi i będziemy skłonni rzucić padem w telewizor. Bo uaktywnią w nas samych ukryte zdolności szybkiej analizy otoczenia, a także przewidywania poczynań przeciwnika. Uważam to za bardzo mocna stronę Control - dynamiczna rozgrywka robi tutaj robotę! 
Jednak paradoksalnie obnaża to przed nami największy minus gry, którym jest monotonność. Docieramy do punktu, znajdujemy to czego szukaliśmy, prowadzimy dialog, wybijamy fale przeciwników, i znów ruszamy dalej powtórzyć dokładnie to samo… Wieka szkoda zwłaszcza, że zmiennokształtne biuro daje przy tym naprawdę ogromne pole do popisu i dopiero akcja w Labiryncie Popielniczki odkrywa prawdziwy potencjał rozgrywki. Niestety jest to tylko jedna lokacja na całą grę. Ubolewam, że zmarnowano potencjał tej dynamiki.
Wiecie jeszcze jest cała masa zadań pobocznych, ale jakoś nie miałem ochoty ich wykonywać, po podlegały pod jeden omówiony już schemat.

Ta piramida i zarząd? Ciekawe, ciekawe...

 

No i niestety trzeba przejść teraz do najgorszego aspektu, czyli oprawy wideo. Z ciekawości obejrzałem materiały wideo, a także miałem okazję zagrać, choć tylko przez chwilę w Control na mocniejszej konsoli, a także na PC, i nie dowierzałem oczom! Muszę stwierdzić, że gra była ewidentnie tworzona na komputery osobiste, które pozwalają na śledzenie promieni, a to czyni z niej dwa różne światy to co widzimy z ray tracingiem i bez.
Na mocniejszych konsolach jak PS4 Pro gra wygląda nazwijmy to dobrze... Natomiast ukończyłem grę na Xbox One S i ze smutkiem stwierdzam, że lepiej oszczędzić sobie grania w tę produkcję na “podstawowych” sprzętach. Wiadomo nie jest to jakoś ultra nieznośne ale hmy.. ciężko to nazwać produkcja godną tej generacji. Co ciekawe miałem także wrażenie, że wygląd cut scenek nijak się ma do tego co przedstawia gra, dużo bardziej przypomina to czasy Xboxa 360 i PS3 niż 8 generację. Nie owijając w bawełnę, wygląda po prostu brzydko. Najgorsze są jednak freezy podczas pauzowania gry. Animacja spada wtedy na łeb na szyję i czy chcemy czy nie nasza przerwa trwa dłużej niż byśmy tego chcieli. Do tego wszystkiego dochodzi wspomniany wcześniej problem ze zmarnowanym potencjałem zmiennokształtnego biura. Miałem wrażenie, że biegałem w kółko po łudząco podobnych miejscówkach, nie ważne w jaki sektor się przemieściłem. Jeżeli oszczędzamy już na lokacjach to może chociaż, modele postaci będą bardziej dopracowane? No powiedzmy. Bohaterka przynajmniej nie porusza się już jak klocek. 

Rozwijanie postaci akurat wyszło całkiem całkiem

 

Jednak, żeby nie było, że tylko narzekam to są aspekty, które budzą podziw, jak choćby panowanie nad fizyką, dzięki telekinezie możemy rzucać dowolnymi przedmiotami w otaczającym nas środowisku, domyślam się, że na bazowych konsolach to właśnie ten aspekt pożera całą moc sprzętową i nie starczyło jej na oprawę.
Mocną stroną gry jest również udźwiękowienie, bo dobrane głosy. Pasują do bohaterów, nie miałem poczucia, że coś tu nie gra. Dodatkowo Studio Remedy namiętnie współpracuje z Poets of the Fall więc w kulminacyjnej scenie usłyszymy naprawdę klimatyczne brzmienie kawałka “Take Control”.

Przyszedł czas na podsumowanie, długo zastanawiałem się jak sprawiedliwie ocenić Control. Jeśli popatrzymy na tę grę jako dwie różne, tą na mocne PC i “ulepszone” konsole, to jest to gra na mocną 8-kę i to bez wahania bo wiele mankamentów po prostu zanika. Natomiast jeśli popatrzymy na tę grę pod względem słabszych sprzętów to niestety nie mogę wystawić Control więcej niż 6-tkę. Łącząc te dwie noty wychodzi nam ostateczna ocena 7 i ją uważam za najbardziej sprawiedliwą, bo, to nie jest ani zła, ani dobra gra, to po prostu całkiem niezły średniak, który ma swoje ogromne zalety jak i potworne wady.


Plusy
Fizyka
Głosy
Rozgrywka
Pomysł na broń
Minusy
Oprawa
Pokręcona fabuła
Drastyczne spadki animacji
Ocena
7
Warto zagrać
Graliśmy na: Xbox One
Warto zagrać

Jeśli spodobał Ci się wpis - kliknij
Polubiło 0 użytkowników

Komentarze
Dodaj komentarz
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten wpis
Zobacz także
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 07.02.2021 godz 13:11
GreedFall | Recenzja
GreedFall | Recenzja
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 25.01.2021 godz 17:26
Street Fighter V: Champion Edition | Recenzja
Street Fighter V: Champion Edition | Recenzja
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 13.01.2021 godz 14:55
Detroit: Become Human | Recenzja
Detroit: Become Human | Recenzja
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 31.12.2020 godz 12:10
bLOGout vol 12. rok 2020 – growe podsumowanie!
bLOGout vol 12. rok 2020 – growe podsumowanie!
 
Autor bloga
Ryudo-Kai
O mnie

Geek od urodzenia. Poczatkowo wierny Atari i Comodore, później zatwardziały PCtowiec, by od czasu PS2 wrócić do łask konsol. Teraz nie ma już znaczenia platforma tylko gry! Oprócz tego wielbie Marvela, książki Zambocha, oraz szeroko pojętą fantastykę. Czasem jeszcze jakieś anime lub serial obejrzę :)
 


Facebook