Opublikowano przez PlayStation Freak dnia 30.04.20 godz: 14:36
Doom Eternal - Recenzja!

Doom Eternal - Recenzja!

Ciężkie złego początki, czyli droga przez piekło, dosłownie i w przenośni.
Moją przygodę z Doom Eternal rozpocząłem dopiero kilka dni temu. Cierpliwe najpierw czekałem na swoją kopie a później ona czekała na swoją kolej. Biorąc pod uwagę moją urazę, a także niezbyt pozytywne uczucia jakimi darzę produkcje FPP (bardzo często omijam je szerokim łukiem) oraz to, że ostatnią styczność z serią DOOM miałem w okolicy roku 2000 na pierwszej konsoli Sony, można stwierdzić, że byłem zielony w temacie. Spodziewałem się jednak solidnego kawałka mięcha w postaci totalnej rozpierduchy, parcia przed siebie, rozczłonkowywania demonów i przede wszystkim świetnej zabawy. Czy dostałem to czego oczekiwałem? Zapraszam do lektury! 

 

Zadymę czas zacząć!

 

Fabuła, fabuła, fabuła… W Doomie co prawda istnieje historia ale już na samym wstępie schodzi ona na dalsze tory by stać się tłem do galaktycznej rzeźni. Ziemię opanowały demony, piekło wylało się na świat w swojej najgorszej formie. Bestie bezczeszczą i niszczą bez litości a ludzkość zwyczajnie sobie nie radzi. Nie wahając się długo, ikoniczny bohater serii: Slayer, postanawia położyć temu kres. Aby zatrzymać falę zła przelewającą się przez świat musi odnaleźć i zgładzić trzech kapłanów otwierających przejścia dla demonicznej hordy. I to w zasadzie tyle jeżeli chodzi o wątek fabularny…

 

Obrońca ludzkości znów musi zmierzyć się z siłami zła.

 

Sama rozgrywka jak nie trudno się domyślić opiera się na… rozwałce. Jednakże w tym elemencie padło na kilka dość znaczących innowacji lub jak kto woli utrudnień… Przemierzając wielopoziomowe mapy na naszej drodze spotkamy hordy demonów. Dzikich, szalonych, rządnych krwi, różnorodnych przeciwników. Każdy posiada słabe i mocne  strony, na każdego potrzebny jest inny sposób a broni i amunicji niestety jest zbyt mało. Tutaj z pomocą przychodzi piła mechaniczna, którą możemy potraktować „rzezimieszków” i uzupełnić w ten sposób swoje zasoby czy życie. Slayera wyposażono także w miotacz ognia i krwawe ciosy, które metodą podobną do piły zwiększają jego rezerwy. Trzeba tego pilnować, być czujnym niczym facet golący sobie co nieco tam na dole i korzystać z nich na bieżąco bo w przeciwnym razie Łowca zostanie goły i wesoły, a wokoło wszystko będzie chciało rozszarpać go na strzępy. 

 

Wrogowie nie dają ani chwili wytchnienia.

 

Strzela się szybko i intensywnie. Bardzo podoba mi się model rozgrywki który pozwala trzaskać z broni w każdym kierunku z esencjonalnością jakiej rzadko gdzie można doświadczyć. Bronie nie mają odrzutu, celuje się wyśmienicie, niczym w starych strzelankach na tzw. „Szynach”. Chwilę czasu zajęło mi zanim wpadłem w trans nieustannego ruchu i biegania miedzy stworami niczym dziecko które wypiło litr Coca-Coli. Szybkość i refleks są istotne jeśli chcecie przetrwać w piekle. Gra w momencie uświadomiła mi że jeśli choć na chwilę się zatrzymam to też obejrzę flaki… ale swoje. 

 

Stojąc naprzeciwko demonicznej hordy musimy być bardzo ostrożni.

 

Do dyspozycji mamy tylko osiem rodzajów broni ale za to całą masa udogodnień i modyfikacji, które możemy rozwijać przeobrażając swój karabin czy strzelbę w śmiercionośne narzędzie. Chociaż na początku radzić musimy sobie z jednym orężem to dość szybko zdobywamy kolejne, choć nie koniecznie lepsze. Osobiście większość gry korzystałem z bomby przylepnej, w którą po odpowiedniej modyfikacji wyposażyłem pierwszą, podstawową broń. Ulepszeń i urozmaiceń jest co nie miara, od pasywnych skilli po modyfikacje stroju Pretora czy runy pozwalające dodatkowo wzmocnić naszego Łowcę. Nie zabrakło też możliwości dokonania kosmetycznych zmian w wyglądzie bohatera, potworów a także broni.

 

Miotacz ognia i piła mechaniczna potrafią uratować skórę.

 

Spora ilość graczy narzekała na wciśniecie do gry elementów platformowych. Niejednokrotnie spotykałem się z takim zdaniem: „Grając  Dooma chcę strzelać i rozrywać demony na strzępy a nie bawić się w kangurka Kao.” Słuszna opinia i sam w istocie bałem się jak ognia skakania i momentów wymagających nadwyrężania palców w typowo zręcznościowych fragmentach gry. Jak to wyszło w praktyce? Otóż wielopoziomowość korytarzowych leveli wprowadziła spore pole do popisu w kwestii odszukania drogi czy ukrytych miejsc. Chcąc wygrzebać każdą znajdźkę, wleźć w każdą dziurę i dobrać się do wszystkich sekretnych poziomów to chwilami trzeba będzie trochę pogłówkować. Koniec końców, skakanie, łapanie się różnych fragmentów otoczenia, przemierzanie sporych odcinków w locie, nie było takie złe. Co prawda w trzech etapach doprowadziło mnie do Rage Quit’u z konsoli ale tylko po to aby po 2 minutach znów ją włączyć. Katorgą za to było starcie z przedostatnim bossem które wymagało małpiej zwinności i trzymania się w powietrzu przez większość walki (gość który to wymyślił powinien omijać graczy na ulicy). 

 

Lokacje są różnorodne i pełne sekretów.

 

Gra pracuje płynnie i nie zaobserwowałem spadków wydajności, jest to istotne bo w tak intensywnej rozgrywce nie można pozwolić sobie nawet na najmniejsze szarpnięcie. Całość prezentuje się bardzo dobrze, od krajobrazów po modele stworów. Różnorodność lokacji pozwala uniknąć monotonii i znużenia. A, muzyka która towarzyszy rozwałce na pewno ucieszy fanów ciężkich brzmień. Heavy metal to przecież cecha charakterystyczna produkcji ID Software i znakomicie sprawdza się podczas szerzenia śmierci wśród piekielnych zastępów. 

 

Ostatecznie otrzymaliśmy kawał dobrej strzelanki.

 

Zmierzając powoli ku końcowi powiem że pierwsze dwie godziny z Doom Eternal były piekłem dla mnie, poważnie. Ciężko było mi zaskoczyć i wczuć się w grę a także ogarnąć jej niezbyt skomplikowaną mechanikę. Cóż jak mówiłem byłem zielony w temacie i musiałem przełamać pierwsze lody. Później gra stała się piekłem ale dla przeciwników, kiedy wpadłem w trans i wygodnie posadziłem tyłek w szalonym pociągu szybkiej i intensywnej destrukcji ciężko było mi się oderwać. Grę pochłonąłem w ekspresowym tempie, w dwa wieczory i bawiłem się wyśmienicie. Nie obyło się bez przekleństw i irytacji po rzucanie padem po pokoju (nie martwcie się, pad przetrwał.), aczkolwiek summa summarum kolejna rozpierducha Slayera spodobała mi się na tyle by bez wahania sięgnąć po wcześniejszą odsłonę. Jeżeli boicie się elementów platformowo zręcznościowych to zmieńcie nastawienie i usiądźcie do tej gry bo naprawdę warto. 


Zaloguj się aby polubić ten wpis
Polubił 1 użytkownik

Komentarze
Dodaj komentarz
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten wpis
Zobacz także
Opublikowano przez PlayStation Freak
dnia 26.05.2020 godz 13:00
Najlepsze gry na dzień dziecka!
Najlepsze gry na dzień dziecka!
Opublikowano przez PlayStation Freak
dnia 23.05.2020 godz 15:00
Maneater - Recenzja!
Maneater - Recenzja!
Opublikowano przez PlayStation Freak
dnia 05.05.2020 godz 14:06
Daymare 1998 - Recenzja!
Daymare 1998 - Recenzja!
Opublikowano przez PlayStation Freak
dnia 22.04.2020 godz 15:00
FINAL FANTASY 7 REMAKE - RECENZJA!
FINAL FANTASY 7 REMAKE - RECENZJA!
 
Autor bloga
PlayStation Freak
Kamil Rajda
O mnie

PlayStation Freak - Maniak od 1997.

Witajcie, chcecie wiedzieć kim jestem i dlaczego to robie? Już wyjaśniam.
Nazywam się Kamil i od 23 lat jestem graczem.

Wszystko oczywiście zaczęło sie dużo wcześniej ale maj 1997 uważam za oficjalną datę początku mojego szaleństwa. Często słyszę jak ludzie zastanawiają się: “Gdzie do cholery są moje pieniądze z komunii” :)

Ja doskonale wiem otóż pieniądze z Pierwszej Komunii już na następny dzień trafiły do małego sklepu RTV na osiedlu a ja stałem się dumnym posiadaczem pierwszego PlayStation. Od tamtego czasu dzielnie brnę przez kolejne generacje mojej ukochanej konsoli próbując łączyć życie osobiste, pracę, rodzinę z wirtualnymi światami i postaciami - jak na razie skutecznie. :)
 


Powiązane produkty