Opublikowano przez Ryudo-Kai dnia 09.12.22 godz: 13:53
Granblue Fantasy Versus | Recenzja

Granblue Fantasy Versus | Recenzja

Wyobraźcie sobie magiczną przygodę rodem jak z anime, która w rzeczywistości jest grą. Wspaniały JRPG z dobrze napisanymi bohaterami i nieprzeciętnym systemie walki. Tak na pierwszych zapowiedziach prezentowało się GranBlue Fantasy. Rzeczywistość… wygląda nieco inaczej i zamiast pełnoprawnego RPG’a dostaliśmy coś na wzór beat’em up’a 2D połączonego z bijatyką łudząco podobną do Guilty Gear. Jak się okazuje wyczekiwany przeze mnie RPG to cześć franczyzy GranBlue, nazwany Relink, na którego poczekam sobie do 2023 r. Natomiast omówiona dziś produkcja to zupełnie inna gra, choć widać, że już w niej próbowano zaszczepić pewne pomysły, które mogłyby z powodzeniem pojawić się w pełnoprawnym JRPG’u. To w woli wyjaśnienia, bo jeśli tak jak ja, liczyliście, że Versus choć w małym stopniu będzie przypominać RPG’a pełną gębą to możecie się srogo zawieść. Posiada ona jednak swoje atuty, które nie odbierają tej grze uroku! Jakie? Tego dowiecie się z recenzji GranBlue Fantasy VS.

Fabuła jest jednym z ciekawszych elementów tej gry i mówię to z pełnym szacunkiem dla gier fabularnych. Przede wszystkim i na wstępie trzeba to głośno zaznaczyć, że nie jest ona górnolotna ani nie jest to jakiś game changer ale jednak fajnie spaja historię przedstawionych bohaterów i przeplatające się ich losy. Co prawda bije sztampą na kilometr, ale to bijatyka więc jak na gatunek jaki prezentuje sobą gra to przedstawiona historia jest aż nad to wystarczająca.
A cała opowieść rozpoczyna się, gdy poznajemy naszego protagonistę Grana, członka armii, który zdezerterował ze służby, gdy odkrył jak królewscy poplecznicy traktowali Lyrie. Tajemniczą, niebiesko włosom dziewczynę, która posiada zdolność kontrolowania oraz komunikowania się z Pierwotnymi Bestiami (z ang. Primal Beasts). Są to astralne istoty zawiązujące pakt z wojownikiem zdolnym wyzwolić ich naturalną moc. Po oswobodzeniu tajemniczej niewiasty za naszym bohaterem podążyło także wielu innych, w tym Katalina, były dowódca wojsk królewskich. To właśnie dzięki jej pomocy Gran, Lyria oraz Vyrn tajemniczy stwór przypominający smoka, byli w stanie ujrzeć wolność. Dołączają oni do grupy powietrznych poszukiwaczy przygód, zwiedzając przy tym rozległy, podzielony na wyspy archipelag metropolii. Sielanka nie trwa jednak wiecznie i gdy w jednym z odwiedzanych miast na ich drodze stają uzbrojeni żołnierze dawno zapomnianego przez świat imperium, bohaterowie od razu wyczuwają, że coś wisi w powietrzu. Na domiar złego armią kieruje nie kto inny jak ich dobrze znana znajoma Katalina, która ponownie chce pojmać Lyrię. Jak zapewne się domyślacie za tajemniczym zachowaniem stoi jakieś większe niebezpieczeństwo, większe zło, które pragnie przejąć kontrolę nad Pierwotnymi Bestiami i podporządkować sobie istniejący porządek świata. Nasi bohaterowie nie mogą tego tak zostawić, nie mogą pozwolić, aby armia ponownie schwytała Lyrię.

Gran, Lyria, Vryn oraz Ares jedna z pierwszych Primal beasts, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć!

 

Jak sami widzicie potencjał fabuły jest i to widać jasno. Natomiast zupełnie ciemno maluje się forma w jakiej jest to wszystko przedstawione. Jak wspomniałem we wstępie, gra czerpie zarówno z JRPG’a jak i klasycznej bijatyki. To pierwsze możemy naocznie zobaczyć w trybie fabularnym nazwanym szumnie RPG mode, gdzie historia niczym w przygodówkach przekazywana jest nam na ekranach dialogowych postaci. Zabieg ewidentnie zaczerpnięty z klasyki gatunku, nie mam do tego żadnego ale, świetnie buduje to klimat, a Lore bohaterów, które możemy wyczytać to kawał epickiej roboty! Jednak na dłuższą metę forma w jakiej przekazywana jest historia potrafi srogo znużyć i szybko odczujemy zmęczenie. Zdecydowanie dużo więcej się czyta niż ogląda, a 15 minutowy dialog bez oszałamiające go „filmiku” odbije od siebie wielu zapalonych graczy. Niemniej jednak od czasu do czasu przeplata się to z cut scenkami rodem z anime, które również z jakiegoś powodu nie zostały dopieszczone tak jak można by tego oczekiwać. Mocno kłuje w oczy, gdy z płynnej rozgrywki przechodzimy na animowany przerywnik, który jest zaledwie w 24 fpsach na wzór jakbyśmy oglądali film w kinie. No coś tutaj jednak nie zagrało tak jak powinno, bo od efektownych przerywników pokazujących walkę oczekiwać można znacznie więcej. Krótko rzecz ujmując albo dialogi dłużą się niemiłosiernie albo drastycznie zmienia się klatkarz, który powoduje, że z historii wynosimy albo znudzenie, albo zdenerwowanie a nie ciekawą fabułę i świetnie napisanych bohaterów. Na plus można zaliczyć jedynie automatyczne przewijanie tekstu, które możemy łatwo aktywować poprzez wciśniecie odpowiedniego przycisku na padzie, jednak bez aktywnego uczestniczenia w dialog łatwo o pierwsze ziewy. I paradoksalnie jak wspomniałem wcześniej nie dlatego, że fabuła jest kiepska, bo nie jest! Bohaterowie są napisani w ciekawy i różnorodny sposób, po prostu te dialogi są zwyczajnie za długie i w porównaniu do toczącej się później rozgrywki zwyczajnie nas usypiają.

Bla bla bla bla bla bla……

 

No i właśnie, jeśli zaś chodzi o rozgrywkę to sam do końca nie wiem na czym polegał zamysł twórców. Połączenie bijatyki z trybem RPG jak dotąd nie wyszło żadnej grze na dobre, a nieudane przykłady można wymienić przynajmniej w każdej generacji. Najogólniej rzecz ujmując tryb fabularny, strasznie niefortunnie nazwany tutaj RPG mode, podlega pod prawa jakby skrolowanego beat’em upa’a. Okładamy wrogów i przemieszczamy się po kolejnych planszach, po drodze podnosząc pozostawione przez nich skrzynki ze skarbami. Po co one są opowiem później. Wędrujemy tak od planszy do planszy i trafiamy do finałowej, w której możemy spodziewać się walki z pół-bossem lub jeśli jest to ostatni quest z całej wyspy zwykłym bossem będącym kolejnym bohaterem do odblokowania w trakcie trwania przygody. I o ile te zwykłe elementy skrolowanego beat’em up’a to jakiś koszmar, gdzie bijemy fale bezużytecznych wrogów, tak walka finałowa robi ogromne wrażenie, bo przedstawiona jest już w postaci klasycznej bijatyki, a co najważniejsze niektóre z nich jak walki z Primal Beasts to po prostu epickie starcia wymagająca od nas nie lada zręczności!

Jeśli cały czas macie odczucie, że pokazuje Wam dwie różne gry jednocześnie to macie zupełnie takie samo wrażenie jak ja, gdy grałem w GranBlue Fantasy VS. Zapomnijmy więc na chwilę o nieszczęsnym RPG mode i skupmy się na samej bijatyce. Bo ta wygląda jak żywcem wyjęta z najnowszych odsłon Guilty Gear, do tego połączona z Dragon Ball FighterZ. Nie powiem sama rozgrywka, oddzielając ją od całej reszty, wypadła przyzwoicie dobrze. Mamy kapitalnie zaprojektowanych różnorodnych bohaterów, śliczne animacje, niesamowicie dobrze wyglądające ataki specjalne i na swój sposób całkiem absorbującą walkę. Szkoda tylko, że większości combosów jesteśmy w stanie nauczyć się dosyć szybko, a ich kombinacje nie są jakoś skomplikowane. To niestety sprowadza na rozgrywkę takie uczucie braku satysfakcji, brakuje tu takiego czegoś jak jest w Street Fighterze gdzie po wyklepaniu Hadouken’a pojawia się banan na twarzy i krzyczy wraz z bohaterem na ekranie!
Dodatkowo postaci jest stosunkowo mało, a wiele z nich możemy oczywiście dokupić w przepustkach sezonowych. Jednak jak mantrę powtarzam, że takich opcji nawet nie biorę pod uwagę i dla mnie te postacie po prostu nie istnieją. Ciekawostką za to jest fakt, że niektórzy bohaterowie przewijają się przez tryb fabularny i technicznie rzecz biorąc są oni w cudzysłowie „fizycznie dostępni w grze”, są naszymi przeciwnikami i steruje nimi wyłącznie komputer. Jednak, gdy chcemy wybrać takiego bohatera w jednym z trybów klasycznej bijatyki, bądź w queście no to już musimy za niego zapłacić. Jest to jak dla mnie jawna kpina z gracza, taki potwarz i zwykłe naciąganie na kasę, na które po prostu się nie wolno nam godzić! Inaczej dobrniemy do momentu, by aby zagrać w grę będziemy musieli kupować każdego bohatera z osobna…
No ale wracając do tematu. W skład jak ja to nazywam na potrzeby recenzji klasycznej bijatyki wchodzi tryb Arcade oraz VS połączony także z multiplayerem online, którego szczerze powiedziawszy próbowałem sprawdzić, ale doczekanie się na matchmaking gdy jest się świeżakiem, może mocno nadwyrężyć nasza cierpliwość. Dlatego skupiłem się wyłącznie na grze offline. W klasycznym trybie Arcade fajnym zabiegiem jest możliwość wybierania poziomu trudności następnego oponenta. Dzięki temu, jeśli przeciwko jakiemuś bohaterowi czujemy się mocniejsi lub ewidentnie gra sugeruje, że jesteśmy na niego mocną kontrą możemy podnieść sobie poprzeczkę, i spróbować swoich sił na wyższym poziomie trudności. Versus jak to versus kanapowy bądź online, zawsze sprawdza się super zwłaszcza w bijatykach.
Niestety znów powrócę tutaj do nieszczęsnego RPG mode, bo nawiązuje on nieco do gry kanapowej i multi w jednym. W trakcie przechodzenia questów, w większości przypadków za pomoc posłuży nam postać wspomagająca sterowana przez komputer. Możemy także zastąpić ją żywym graczem zarówno w kanapowej rozgrywce jak i online. Jednak jest taki moment, gdy dotrzemy do określonego etapu i jako gracz solo uderzymy głową w ścianę. Aby pokonać przekokszonego bossa będzie nam potrzebne wsparcie i niestety nawet siedzący obok drugi gracz nie będzie w stanie go nam udzielić. No chyba, że razem będziecie grindować poziom bohatera do niespotykanego poziomu. W taki oto brutalny sposób okazuje się, że w tym niefortunnym trybie RPG musimy zdobywać i podnosić poziomy bohaterów, do strasznie wysokich wartości. Dzięki temu zyskujemy dodatkowe skille, które pozwalają nam na przykład się leczyć czy zadawać ekstra obrażenia i wszystko byłoby nawet do zniesienia, gdyby nie fatalny nacisk na grind.

Boss fightery to kapitalna sprawa! Nie rzadko spotka nas także przykry ekran końcowy „Quest Failed”

 

Bo aby samemu przebić głową tę wcześniej wspomnianą ścianę trzeba by spędzić w grze multum czasu! Co w tym wszystkim chyba najgorsze to to, że gra zaopatrzona jest w sprytnie przemycone lootboxy bo nie tylko postacie mogą zdobywać levele, ale również coś na wzór znany z gier mobilnych zbieramy upuszczone przez wrogów skrzynki zawierające bronie. Czasem trafią się jakieś rzadsze egzemplarze, ale w zdecydowanej większości natrafimy na podstawowy szmelc, niepotrzebny zupełnie do niczego. Oprócz tego pojawia się także kolejna wersja lootingu wyglądająca jak kryształy, które otrzymujemy za spełnienie specjalnych warunków podczas questu. I to właśnie dzięki nim możemy zdobyć jaki taki ekwipunek, który nadaję się do walki i zadawania konkretnych obrażeń. Wiadomo raz wypadnie lepszy raz gorszy, ale w dużej mierze się on powtarza i tyle z tego dobrego, że ma to chociaż jakiś marginalny sens. Ponieważ identyczne bronie możemy ze sobą łączyć dodając im dodatkowe atrybuty, skille czy inne bonusy, które będzie wykorzystywać nasz bohater. Jedni oponenci będą wrażliwi na oręż o atrybucie ognia inny ziemi i tak dalej… zasada papier nożyce kamień nigdy chyba nie umrze w grach, ale do czego zmierzam, wszystko byłoby powiedzmy do strawienia, gdyby nie fakt, że cały interfejs jest mocno nie czytelny. Nie wiadomo, ile i jakiej broni posiadamy na stanie do momentu aż nie zaczniemy jej levelować. Przy czym nagle okazuje się, że poziomy oręża również są limitowane specjalnymi punktami zdobywanymi w trakcie walki, a także poprzez ilość w jakiej mogą zostać poddane upgradowi oznaczonemu poprzez specjalne gwiazdki. Grind, grind i jeszcze raz grind, a chyba nie muszę dodawać, że aby wydropić broń, która rzeczywiście będzie mogła zmienić bieg rozgrywki musimy na to poświęcić albo gigantyczne pokłady czasu albo sięgnąć do portfela…ehh…

No i cóż jak już wcześniej mówiłem i narzekałem obecne gry zwłaszcza bijatyki bez battlepasów, DLC w postaci większej ilości bohaterów itp. to rzadkość. I powtórzę się raz jeszcze ale nie mam dobrych wieści, jeśli chodzi o GranBlue Fantasy VS. Aby mieć dostęp do wszystkich bohaterów nie wystarczy ukończenie trybu fabularnego, niestety, ale by cieszyć się każdym wojownikiem trzeba słono zapłacić, a co gorsza bez tego nie ukończymy wszystkich questów w tym nieszczęsnym już RPG mode. Jakaś chora pętla sprowadzająca wszystko do zakupów! Jako ciekawostkę dodam, że posiadając grę z PS Plusa, również nie otrzymałem tych dodatkowych bohaterów… kiedyś bywało inaczej, ale tamte czasy widocznie są już nieopłacalną historią…Gra cierpi także na małe błędy kosmetyczne, jak dziwne tłumaczenia, które nie zawsze są zauważalne, ale się pojawiają. Dodatkowo, gdy dolatujemy do konkretnej wyspy na archipelagu wstępne przedstawienie wydarzeń opisane zostało dość niewyraźnym podpisem, który ciężko dojrzeć na tle wyświetlanych teł. Czcionka jest po prostu za mała, rozmywa się a jej kolor zlewa z tym co widzimy na ekranie. Dla niektórych może to być pierdoła, dla mnie jednak było to coś uciążliwego, gdy musiałem wytężać wzrok by się doczytać co tam jest napisane.

Ilość startowych bohaterów to po prostu porażka…

 

Jest jednak 5 istotnych plusów w tej grze, które zaważyły na tym, że ją ukończyłem.
Po pierwsze walka. Jest przyjemna, wymagająca, ale jednak nie miałem poczucia frustracji, że coś mi nie wychodzi, kogoś nie mogę pokonać, a przynajmniej w trybie Arcade i Versus. Odpowiednia koncentracja na przeciwniku, dostosowanie strategii i da się wygrać.
Po drugie niesamowicie dobrze wykonany dubbing zarówno japoński jak i angielski. Ja postawiłem na ten pierwszy i nie żałuję! Wszystkie głosy pasowały tu jak ulał, moralistyczny i bohaterski głos Grana, czy szyderczo złowrogi Belzebuba, każdy jeden wypada kapitalnie. Jako smaczek dla koneserów seiyū dodam, że za głosem Vyrna kryje się Happy z Fairy Tail!
Trzecim elementem jest fenomenalny soundtrack! Gdy usłyszałem wszystkie utwory jakie zostały skomponowane jako ścieżka dźwiękowa od razu znalazły się one na mojej playliscie! Jest także świetnie dopasowana do tego co dzieje się na ekranie, że gdy rozgrywa się epicka walka muzyka również wybrzmiewa i dodaje jej tego samego patosu. Wszystko współgra tu ze sobą idealnie! Sama muzyka jest również dostępna w specjalnym menu, gdzie możemy ją odblokować za punkty zdobyte w trakcie gry.
Czwartym elementem jest grafika. Wszystkie ataki, rozbłyski oraz to jak poruszają się bohaterowie to miód dla oczu, co prawda ten sam styl widzieliśmy już w Dragon Ball FighterZ i nowych odsłonach Guilty Gear, ale mnie cieszy on niezmiennie! Patrzenie na modele postaci, czy wszystkie te malownicze tła sprawiały, że miałem maślane oczy i wgapiałem się w ekran telewizora bez pamięci.
Numer pięć i w zasadzie najważniejszy plus gry to Lore albo jak kto woli świat przedstawiony. Tyczy się to zarówno samego świata, gdzie rozgrywa się przygoda, jak i samych bohaterów. Ich szczegółowe opisy, przedstawienie, a także różnorodność czy spersonalizowane cechy charakteru to czysta poezja. Wiele gier z zwłaszcza JRPGów powinny brać z tej gry przykład, jak pisać interesujących i niebanalnych bohaterów!

Japoński fan serwis? TAAAAK!

I jeżeli te 5 powodów nie przekonało Was do zagrania w GranBlue Fantasy VS to już nic tego nie zrobi. Gra jest bardzo specyficzna, jakby sklejona z dwóch różnych, ale gdy ostatecznie doczekamy się rozklejonego Relinka i Versusa może okazać się, że pojawi się nowy gody rywal dla znanych serii. Na chwilę obecną, jeśli macie grę z Plusa lub innej promocji, okej spróbujcie swoich sił choćby dla ciekawych bohaterów i fenomenalnej muzyki. Natomiast jeśli mielibyście kupić za pełną cenę stanowczo odradzam. Te pięć wcześniej wymienionych plusów nie jest tego warte, a wręcz przeciwnie powinny być po prostu standardem dla każdej dobrej gry, a nie szczególnym wyróżnieniem wśród całej masy kalejdoskopowych pomysłów udających pełen produkt.

 


Plusy
Grafika
Lore bohaterów
Voice accting
Walka
Muzyka
Minusy
RPG mode
Ilość bohaterów
Spadki płynności
Dużo gadania mało grania
Looting
Graliśmy na: PlayStation 4

Jeśli spodobał Ci się wpis - kliknij
Polubiło 0 użytkowników

Komentarze
Dodaj komentarz
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten wpis
Zobacz także
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 21.10.2022 godz 11:06
Dirt 5 | Recenzja
Dirt 5 | Recenzja
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 18.09.2022 godz 09:25
Yakuza Kiwami 2 | Recenzja
Yakuza Kiwami 2 | Recenzja
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 22.07.2022 godz 18:55
Xenoblade Chronicles Definitive Edition | Recenzja Switch
Xenoblade Chronicles Definitive Edition | Recenzja Switch
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 17.03.2022 godz 12:48
Monkey King: Hero is Back | Recenzja - Wykong to Ty?
Monkey King: Hero is Back | Recenzja - Wykong to Ty?
 
Autor bloga
Ryudo-Kai
O mnie

Geek od urodzenia. Poczatkowo wierny Atari i Comodore, później zatwardziały PCtowiec, by od czasu PS2 wrócić do łask konsol. Teraz nie ma już znaczenia platforma tylko gry! Oprócz tego wielbie Marvela, książki Zambocha, oraz szeroko pojętą fantastykę. Czasem jeszcze jakieś anime lub serial obejrzę :)
 


Facebook