Opublikowano przez Ryudo-Kai dnia 28.12.19 godz: 10:54
Wreckfest: Drive Hard. Die Last. | Recenzja

Wreckfest: Drive Hard. Die Last. | Recenzja

Dla Waszej wygody, dodaję aż dwie recenzje Wreckfest! Jedną pisaną drugą w formie wido! Sami wybierzcie tą, którą wolicie! Have Fun!

Pamiętacie może Destruction derby z PSX’a, Burnout Dominator z PS2 albo FlatOut 2? Gdzie rozwałka dominowała nad całą rozgrywką, a model jazdy arcade był wręcz nie do podrobienia? Z taką właśnie nadzieją kupiłem Wreckfest drive hard die last. I jaki Jestem taki stary, taki głupi, bo znów po obietnicach uwierzyłem, że doczekam się gry godnej tamtej trójcy…

Nie bardzo wiem od czego zacząć tę recenzje bo tytuł wskazuje, że to festiwal wraków i jeżeli powiem Wam, że rzeczywiście tak jest to Was nie okłamię. Ta gra według mojej opinii to Wrak. Tak jak na złomowisku nic nie trzyma się tu kupy. Ale po kolei…

Zacznijmy więc od pseudo kariery, gdzie musimy stać się zawodowym złomiarzem. A tak na poważnie, to dzieli się ona na poziomy zaawansowania, od totalnego amatora to world championa. W każdym z nich mamy do przejechania zawody w różnorakiej formie jak wyścigów na torze, wyzwań specjalnych, którym przykładowo jest ściganie się sofo carem??????, autobusem szkolnym, czy super wrakiem. Musimy także zaliczyć i przetrwać klasyczne destruction derby czy wyścigi zniszczeń. Aby awansować do kolejnych etapów mistrzostw musimy w takcie trwania nazwijmy to sezonu, uzbierać odpowiednią liczbę punktów, zdobytych w tych różnorodnych konkurencjach. Uzyskanie wymaganego wyniku automatycznie kwalifikuje nas jako czempiona w całych zawodach.

Możemy tutaj odnotować pierwszy plus. Musimy posiadać różne samochody w swoim dorobku. Inaczej nie jesteśmy w stanie brać udziału w określonych konkurencjach. To przynajmniej w małym stopniu pozwala nie ślęczeć w jednym wraku przez całą grę. Te ważniejsze i bardziej wymagające z wyzwań kariery na szczęście nagradzają nas potrzebnymi pojazdami i nie ukrywajmy są one lepsze niż te, które możemy kupić na „giełdzie” Nie ma jednak co się aż tak tym stresować bo jeśli nie czujemy się na siłach by ukończyć zadanie, a nie są one wcale takie łatwe i wymagają nie lada skilla, to uzbierane kredyty, walutę w grze, możemy wydać na nasz nowy pojazd, a następnie trochę go podrasować w warsztacie.

Nie ma tego dużo ale możemy tuningować osiągi typu, prędkość maksymalna, przyśpieszenie czy jazda na zakrętach. Oprócz tego są także umocnienia karoserii, klatki wewnątrz kokpitu kierowcy, dodatkowe zderzaki czy wzmocnione progi. Brzmi to jak polerka na świeżutkim lakierze, ale ta karoseria niestety pokryta jest jakąś rdzą… Bo mam odczucie, że twórcy nie mieli pomysłu na tę grę i sami do końca nie wiedzieli jaka ma być. Dodawane usprawnienia w garażu, które nie odbiegają od klasycznych wyścigów arcade, to jedno ale przed samą jazdą możemy przejść do ustawień samochodu i pobawić się w mechanika specjalistę tuningu przy układzie różnicowym, dostosowaniem siły hamowania czy przełożeniu skrzyni biegów zupełnie jak w symulatorze! No właśnie to w końcu symulator czy arcade?

Wreckfest Próbuje być i jednym i drugim, a jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Rozumiem koncept i chęć stworzenia czegoś nowego, ale mieszanie gatunków w jednej grze nie zawsze wychodzi na dobre a tym bardziej w samochodówce. Są wyścigi, po których suniemy na zwykłym torze wyścigowym, gdzie liczy się prawidłowe wejście w zakręt, wyczucie odległości hamowania i najlepszy czas. To wszystko robimy wrakiem, okej fajnie od zera do bohatera? No właśnie nie… Bo jak wspomniałem wcześniej są też innego rodzaju nazwijmy to wydarzenia, w których mechanika sprowadza się już do czystego arcade. Ktoś powie no super, raz to raz to, niby racja jednak weźmy pod uwagę, ze samochód zmienia się w ściśle określonych zawodach i sytuacjach, a 80% gry staramy się uciułać jednym wrakiem na zakup innego złoma. Ciągłe szuflowanie modelem jazdy strasznie utrudnia wczucie się w klimat gry. I gdy przyzwyczaimy się już do mechaniki ala symulator, okazuje się, że jedyne dostępne wydarzenie jest typowym arcade. I weź tu człowieku bądź mądry i się przystosuj…Bo gdy opanujemy już jeden styl jazdy i czujemy się komfortowo, to niestety ale gra rzuca nas już na coś innego. Zdecydowanie jednak na pochwałę zasługują wyzwania specjalne. Destruction derby szkolnym busem, kombajnem czy cmperem, rozwalanie na trasie małych trójkołowych pojazdów. Wyścig po serpentynie niczym z hot wheelsów. Trzeba przyznać, że te elementy ratują grę! Ale zachwyt nie trwa długo bo zabawę z ekstremalnymi wyścigami potrafią zepsuć trzy czynnik pierwszy to niezdecydowanie w modelu jazdy, drugi nie równy poziom trudności a trzeci to grafika... A ta nie należy do mocnej strony gry. Sam wygląd torów tylko i wyłącznie torów nie powala ale też nie jest tragiczny. No dobra jest... Bądź co bądź chyba wszyscy co czekali na tę grę oczekiwali czegoś więcej. Rzekłbym, że niektóre gry na PS3 potrafiły zaskoczyć pod tym względem lepiej niż Wreckfest. Nie pomagają temu nawet rozmieszczone na torach elementy jak , znaki opony czy barykady, w które możemy wjechać zdemolować czy przestawić. Fajnie bo to faktycznie cieszy jak detale zrobione są z dbałością. Ale w ogólnym rozrachunku jeśli bierzemy pod uwagę ogół gry to twórcy mogli postarać się bardziej.

Same samochody wyglądają całkiem nieźle, a model zniszczeń pojazdów faktycznie jest imponujący. Jednak cały czas w trakcie trwania rozgrywki mamy odczucie jakby ta gra była posklejanym u blacharza samochodem, gdzie maskę mamy od bmw a zderzaki od merca. Ten kontrast grafiki, którą widzimy w oddali jak za czasów wczesnego ps3 z modelem zniszczeń, który jak już podkreśliłem jest kapitalny to chyba jakiś żart… Zwłaszcza na końcówce życia generacji. I gdyby twórcy postarali się bardziej by gra była przyjemniejsza w odbiorze wizualnym to może nie było by tak źle. I niektóre wady można by wybaczyć, bo zostałyby zamaskowane grafiką. Do tego dochodzi też niesamowicie cicha muzyka, nie wiem jak Wy ale mam zawsze ustawioną stałą głośność w głośnikach i nigdy nie miałem problemu z dźwiękiem w innych grach. Tutaj no cóż ciężko stwierdzić czy coś gra czy nie. Ustawiłem w opcjach aby było słychać muzykę głośniej niż resztę efektów a mimo to dalej nie ma konkretnej poprawy udźwiękowienia. Jeszcze może parę sów o tym czy gra jest trudna. Bo to jest kolejny śmieszny fenomen. Na poziomie trudności AMATOR tak taki poziom łatwy z plusem – przeciwnicy są tak zawzięci, że trudno nam dojechać nawet w pierwszej 10 do mety, zaś na poziomie POCZĄTKUJĄCY czyli taki zwykły łatwy gramy jak na klasycznym normalu w każdej innej grze. Trzeba troszkę umiejętności i opanowania ale da się wygrać. Skoro w tych dwóch pierwszych poziomach jest taka dysproporcja trudności aż boje się co zastaniemy na trudniejszych… Jeśli próbowaliście to dajcie znać, chętnie przeczytam w komentarzu Wasze odczucia!

Ale Wiecie co w tym wszystkim jest chyba najgorsze? Całą recenzję mówię jaka ta gra jest słaba i kiepska. Co kolejny wyścig mówię sobie dość! To taki gniot, że ląduje na kupkę wstydu. No właśnie czujecie to „co kolejny wyścig„ tak sobie gram gram i gram aż pod sam koniec stwierdzam, że hej ta gra wcale nie jest aż taka zła??? Do czego ja się tak przywalam? No i rzeczywiście z perspektywy czasu nie jest. Rozwałka w destruction derby jest, nie ma nudy bo model jazdy się zmienia, , wyzwania są, jest trudniejsza niż inne gry wyścigowe, no tak. Jazda podczas wyścigu na trasach bądź torach daje konkretnego kopa satysfakcji? Zdecydowanie tak! Zadania specjalne jak troszkę się je pokatuje również cieszą jak cholera gdy w końcu się je ukończy. Do grafiki jesteśmy w stanie się przystosowywać po odpowiedni długim czasie, a niektóre kawałki w tle aż wzbudzają w nas chęć totalnej rozwałki. Przeciwnicy nie są idiotami i nawet na niskich poziomach trudności nas spychają i próbują zniszczyć. Sterowanie w sumie nie jest takie złe, a model jazdy udaję się w końcu wyczuć.

No to Zapytacie mnie zatem to jak w końcu jest z tą grą za co się jej tak wcześniej dostało?

Myślę, ze za sam początek. Bo pierwsze godziny gry są beznadziejne, ale gdy damy jej szanse i przebrniemy przez wstępne dwa sezony kariery, oraz zrozumiemy na czym cała gra polega to zabawa konkretnie się rozkręca! Jeśli tęsknicie za starym dobrym desstruction derby z PSX’a to z czystym sumieniem mogę Wam polecić Wreckfest. Trzeba tylko pamiętać, że od wraka do master trucka daleka i wyboista droga.

 

 


Jeśli spodobał Ci się wpis - kliknij
Polubił 1 użytkownik

Komentarze
Dodaj komentarz
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten wpis
Zobacz także
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 07.03.2021 godz 18:01
Ori and the Blind Forest: Definitive Edition | Recenzja NS
Ori and the Blind Forest: Definitive Edition | Recenzja NS
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 21.02.2021 godz 21:15
Control | Recenzja z Xbox One S
Control | Recenzja z Xbox One S
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 07.02.2021 godz 13:11
GreedFall | Recenzja
GreedFall | Recenzja
Opublikowano przez Ryudo-Kai
dnia 25.01.2021 godz 17:26
Street Fighter V: Champion Edition | Recenzja
Street Fighter V: Champion Edition | Recenzja
 
Autor bloga
Ryudo-Kai
O mnie

Geek od urodzenia. Poczatkowo wierny Atari i Comodore, później zatwardziały PCtowiec, by od czasu PS2 wrócić do łask konsol. Teraz nie ma już znaczenia platforma tylko gry! Oprócz tego wielbie Marvela, książki Zambocha, oraz szeroko pojętą fantastykę. Czasem jeszcze jakieś anime lub serial obejrzę :)
 


Powiązane produkty
Facebook